nie został zbudowany dla wojska.

ani nawet (generalnie) do zapewnienia przeżywalności infrastrukturze wojskowej w przypadku wojny nuklearnej.

mit, z którym nieco z przekory walczę już od -nastu lat, znalazł (kolejne) potwierdzenie w ostatnio czytanej przeze mnie wspaniałej książce Dream Machine, równej co najmniej książkom takim jak Dealers of Lightning czy 747.

ciągle powtarzana (z różnymi drobnymi różnicami) historia mówi o tym, jakoby rząd US zamówił w RAND ekspertyzę zbudowania systemu łączności. system ten miałby być w stanie zapewnić łączność nawet w trakcie i po wojnie nuklearnej. stworzona przez naszego rodaka, Paula Barana, koncepcja budowy sieci z komutacją pakietów (a nie całych łącz), była w stanie tym założeniom sprostać. wynikiem opracowania Paula Barana miałby być ARPANET. i wszystko zgadza się do ostatniego zdania. ARPANET nie powstał w wyniku tego opracowania, ani nawet inspirowany nim.

o ile Paul Baran faktycznie mówił w Reliable Digital Communications Systems Using Unreliable Network Repeater Nodes o sieci dla wojska (na podstawie tej pracy zbudował również z zespołem model takiej sieci i udowodnił słuszność swojej tezy), opracowania dla RAND sporządzone pod jego kierunkiem nie zostały w ogóle wzięte pod uwagę przez ludzi ARPANET tworzących. co więcej, była to trzecia równoległa (jeśli można tak powiedzieć) koncepcja budowy sieci komutacji pakietów - drugą zbudowali Brytyjczycy, niezależnie od prac pod przewodnictwem Paula Barana (co sam Paul potwierdził potem w mailu do Donalda Daviesa. pochwalili się tym Amerykanom pracującym nad ARPANETem podczas konferencji w Gatlinburgu w 1967 roku:

Meanwhile, Scantlebury had told Roberts one other thing in Gatlinburg. While the NPLers were doing their homework, they had come across the work of an American who had - again - invented the packet network independently. Baran was his name (pronounced to rhyme with “Sharon”) - Paul Baran, out at RAND.

Oops. Roberts knew Baran slightly and had in fact had lunch with him during a visit to RAND the previous February. But he certainly didn’t remember any discussion of networks.

How could he have missed something like that? As soon as he got back to the Pentagon, Roberts dug out the office copy of Baran’s final network design, which had been circulated as a RAND report in August 1964, just before Robert’s on shift to networking. The “report” proved to be a small library […] Reading through it, Roberts found that Scantlebury was right. True, his plan and Baran’s did have many differences in technical detail, stemming largely from the fact that Baran had put more emphasis on digital voice communications than on computer communications. Moreover, their motivations were very different. Whereas Roberts was designing a civilian network that would connect the ARPA research centers, Baran had been after a nationwide command-and-control system that could survive a thermonuclear war

jeszcze ciekawszy fragment, którego zupełnie nie byłem świadom - Paul Baran z kolegami rekomendował wręcz, żeby technologią podzielić się ze Związkiem Radzieckim, w ramach rozważań o zrównoważeniu ryzyk:

The motivation was not to improve the Pentagon’s ability to fight such a war, but rather to lower the likelihood of its having to. Vulnerable communications systems were highly destabilizing, went the argument: a commander in chief who feared the sudden loss of communication would feel obliged to fire off every weapon he had at the first sign of attack, lest they quickly be rendered useless. Conversely, a commander in chief blessed with survivable command and control could afford to wait it out, see what developed, and make some effort at a measured response. Indeed, Baran and his colleagues even advocated sharing the packet-switching technology with the Soviets, on the grounds that having survivable communications on both sides would be the most stable configuration of all.

co ciekawe, ówczesne (1962-1964) pomysły Paula Barana zostały zabite w zarodku, przez inżynierów wychowanych na tradycyjnych sieciach telekomunikacyjnych:

So why hadn’t Baran’s plan been adopted already? Because it was too far ahead of its time, apparently. AT&T engineers, most of whom had spent a lifetime perfecting their circuit-switching networks, found Baran’s packet-switching concept ludicrous (“Son”, Baran remembers one telling him with exaggerated patience, “this is how a telephone works…”). Worse, Pentagon politics dictated that the network would have had to be implemented by the newly organized Defencse Communications Agency, which was also staffed by old-line telephone engineers and which simply did not have the technical competence to pull it off.

wojsko w tym czasie (amerykańskie) radziło sobie już bez problemu z połączeniami punkt-punkt do stacji monitoringu radarowego a nawet zbudowało cały system - opierający się jednak o łącza dedykowane pomiędzy wskazanymi lokalizacjami. ówczesne konkluzje wojskowych (amerykańskich) sprowadzały się jednak do jednego - żaden system tego typu (komutacji pakietów), nie nadaje się do rozwiązań wojskowych.

dopiero potem, gdy Bob Taylor i J. C. R. Licklider "zrobili już swoje" dla sieci "międzygalaktycznej", to nowy dyrektor ARPA - Lukasik (tak, to też nasz rodak), uznał za oczywiste, jak poprosić o pieniądze na dalszy rozwój ARPANETu - używając argumentów ze świata wojskowego:

"The best way to develop the network for the Defense Departament was to develop it for the IPTO guys." [...] "So, how do you build a technology like this?" [...] "Just build some phony terminals and send dummy traffic around? That's pretty stupid. You don't really test a network until you have real users. But who? You aren't going to have real military users fidding around with this stuff, because they're too busy doing real missions to worry about testing things for ARPA. Oh! Brilliant management move! We will use our principal investigators. They will generate a lot of traffic. They will do all the screwball things real users do. And they have a lot of motivation to solve all the problems, because their operation is going to be enhanced. So it's really a very interesting bootstrap managemenent scheme."

I w podsumowaniu tej taktyki zdobycia finansowania:

Rechtin and the higher-ups bought it. At a time when most other ARPA offices were being cut, restructured, or spun off-ballistic-missile defence was finally transferred to Army in 1968, instantly cutting ARPA's overall budget by half - IPTO's budget steadily, miraculously kept rising. By the end of the decade it would stand at something like $30 million a year.

potwierdza to kolejny dyrektor ARPA, Charles Herzfeld:

The ARPANET was not started to create a Command and Control System that would survive a nuclear attack, as many now claim. To build such a system was, clearly, a major military need, but it was not ARPA's mission to do this; in fact, we would have been severely criticized had we tried. Rather, the ARPANET came out of our frustration that there were only a limited number of large, powerful research computers in the country, and that many research investigators, who should have access to them, were geographically separated from them.

zatem ani w założeniach, ani w podstawach teoretycznych ARPANET nie został obarczony ponurym obowiązkiem zapewnienia przeżywalności wojsku Stanów Zjednoczonych. zresztą, nikt z wojskowych nie dotknął się do ARPANETu do momentu uruchomienia 6 węzła sieci (w innych źródłach - 8'ego), ale ponownie, nie po to żeby transmitować treści wojskowe a jedynie skorzystać z współdzielonej mocy obliczeniowej dostępnej zdalnie dla nauki kadetów wojskowych programowania i obsługi komputerów. dopiero w 1984 wojsko zdecydowało się wydzielić swoje węzły do osobnej od ARPANETu sieci, tworząc MILNET, który potem przerodził się w DDN a potem w NIPRnet.

Vint Cerf wspomniał ostatnio o tym wprost na liście internet-history@. współpraca z ARPA w ówczesnym czasie oraz wszystko co doprowadziło do zbudowania pierwszych czterech IMPów do obsługi ruchu pakietowego, nie miało nic wspólnego z wojskiem. co więcej, według niego i innych osób uczestniczących w tamtych spotkaniach oraz tworzeniu i standaryzacji protokołów, środowisko akademickie było wtedy mocno na bakier z wojskiem w związku z wojną w Wietnamie i poprzednią wojną w Korei. znajduje to nawiasem mówiąc potwierdzenie nie tylko w Dream Machine ale również poprzedniej książce o ARPA, którą opisywałem - Wizjonerach Wojny.

wspaniała lektura. polecam!