integracja oprogramowania ze sprzętem...

...jak może lub powinna być bliska? dotknęła mnie ostatnio taka właśnie, nieco filozoficzna myśl. MBP na którym piszę te słowa pracuje w oparciu o koncepcję, której do końca bronił Steve Jobs - tylko zintegrowane ze sprzętem oprogramowanie, może być maksymalnie efektywne i przewidywalne. niezależnie od patrzenia na samego Steve'a, przykładów w naszym życiu takiego podejścia jest więcej.

jednym z bardziej namacalnych jest oczywiście firma w której pracuje - w Cisco większość rozwiązań sprzętowych bazuje o bardzo ściśle zintegrowany ze sprzętem soft, który wykorzystując wszystkie jego możliwości może pokazać prawdziwą moc rozwiązania. podobnie dzieje się w innych firmach - nie tylko komercyjnych.

skąd jednak ta myśl? walczyłem ostatnio z problemem, jakim stał się upgrade MacOS X'a z wersji Lion 10.7.4 do wersji Mountain Lion - 10.8.0. efektem - i to nieprzyjemnym - tej zmiany było obniżenie sprawności działania baterii, która z uwielbianych przeze mnie i wychwalanych pod niebiosa 7-8h spadła na moim 17" MBP do zaledwie 4-5h. prawdopodobnie winę ponosi wprowadzana krokami funkcjonalność Power Nap, która o ile niedostępna w moim MBP już w listopadzie 2011 dotknęła większości użytkowników MBP za pomocą uaktualnień do firmware SMC, czyli kontrolera na płycie głównej MBP. ot - płacimy za integrację wszystkiego bardzo ściśle i nie do końca przetestowane oprogramowanie, które najwyraźniej w niektórych przypadkach - również w najnowszych modelach z 2012 - narobiło nieco spustoszenia.

nie o tym jednak chciałem - po upgrade do 10.8.2 dzięki skorzystanu z dostępu dla developerów Apple wszystko powoli wraca do normy - po kalibracji baterii wracam do swoich 6h+. dlaczego jednak 6? kolejna zagadka, która olśniła mnie właśnie przed chwilą. mój MBP oprócz rozbudowy pamięci do 16GB posiada również dosyć unikalny zestaw dysków - są to dwa SSD Intel 710 spięte w RAID0. do tej pory nie zastanawiałem się absolutnie jaki może mieć wpływ taki zestaw poza naturalnie - wydajnością - ale przed chwilą rzuciłem okiem w specyfikacje poboru mocy. otóż okazuje się, że jeden dysk może zużywać do 3.7W w trakcie operacji czytania/zapisu, a w stanie bezczynności - do 0.7w. to ogromnie dużo, ponieważ normalnie dysk mechaniczny ze średniej półki zużywa góra 2.4W, a te lepsze osiągają niższe wartości.

co zatem zrobić żeby nie ciągnąć przy każdej operacji odczytu i zapisu 2x3.7W z baterii MBP? zdecydowałem się na dysk WD WD10JPVT, który wg. producenta pobiera do 1.4W w szczycie i 0.59W w spoczynku. jeden 300GB dysk Intela i jeden WD jako magazyn danych wydaje się zatem lepszym pomysłem, niż dwa dosyć energożerne Intele w RAID0.

efektem ubocznym moich poszukiwań było lepsze poznanie historii MacOS X'a - w tym kwestii związanych z budową jądra i zakupem genialnej książki 'MacOS X internals', ale o tym może już kiedy indziej.