"...or die tryin'", albo jak porażki pomagają

jest dużo mądrości w różnego rodzaju książkach dotyczących zarówno osiąganiu sukcesu (jakkolwiek go zdefiniujemy) jak i zarządzania ludźmi i firmami. jedna ze wspaniałych książek, która doskonale systematyzuje te mądrości mówi o tym w ten sposób:

  1. ustal, co chciałbyś w życiu osiągnąć
  2. przygotuj plan, który pozwoli Ci to osiągnąć
  3. zacznij ten plan realizować

proste, prawda? co ciekawe, sprowadza się to dokładnie do tego zachowania, ale ludzie zadziwiająco często gubią się między punktem 2 i 3 i zadziwiająco dużo czasu (wieczność?) spędzają w okolicach punktu 1.

druga kwestia, nawiązując do tytułu posta, to kwestia zderzenia się z porażką. z jednej strony uważam, że bardzo często pomaga wzięcie sobie do serca definicja Einsteina dotyczącej szaleństwa - robienie tego samego ciągle w ten sam sposób i oczekiwanie innych rezultatów. z drugiej strony, warto wyciągać dobre nauczki z naszych porażek i tutaj zgadzam się z ostatnim postem Ethana Banksa - jeśli do tej pory, w tematach związanych ze swoją specjalizacją nie zderzyłeś się z porażką, to albo nie próbujesz wyjść "z pudełka", lub po prostu się oszukujesz. potęga przyznania się wprost do swoich słabości i wyciągnięcia z tego dobrych wniosków (choć Amerykanie i ostatnio również my lubimy robić to z psychoanalitykiem) jest ogromna i - w pewnym sensie, oczyszczająca.

pracowałem w życiu z masą ludzi, którzy nigdy niczego nie zawalili - i potrafili to powiedzieć z poważną miną.

ja niestety, jestem dalece niedoskonały - mojego CCIE SP nie zdałem za pierwszym razem, i choć mogę dyskutować po której stronie były "pewne" problemy, fakty są takie jakie są. jak to omawiałem z nieocenionym przyjacielem i wielkim ekspertem sieciowym (i nie tylko!) Piotrem Jabłońskim na Cisco Forum 2012 - miałem też w swoim życiu ponure spotkania z niezestawiającym się EtherChannelem i sesjami BGP. nie zdałem też ostatniego podejścia CCDE i mogę oczywiście ubolewać, że egzamin z nierealnie odjechanego zmienił się w taki dla moli książkowych zatrzymanych w czasie w okolicach 2007-2009 roku, ale każde z podejść powodowało ciekawy proces. siadałem z kolegami i projektowaliśmy. poprawialiśmy, kwestionowaliśmy pewne elementy, uczyliśmy się wykonując tak daleko i szeroko rozrzucone dywagacje, że całość stała się ogromną wartością inicjowaną przez naszą niemoc z bezlitosnymi twórcami systemu :) miałem okazję uczestniczyć ostatnio w całodniowym spotkaniu projektowym zamiast jednego z konsultantów z mojego zespołu i muszę z satysfakcją powiedzieć, że widziałem wiele elementów, których nie byłbym świadom, gdyby nie te dyskusje. czytanie to jedno, ale w praktyce należy wpleść elementy dyskusji - o czym świadczy doskonale wartość podnoszona przez uczestników różnego rodzaju konferencji i innych spotkań gdzie jest okazja do interakcji.

dyskutujcie, chwalcie się i dzielcie porażkami. wykorzystane konstruktywnie, pozwalają pójść ten krytyczny krok do przodu - dokładnie ten, którego czasami brakuje żeby przejść dalej, do kolejnego etapu większej przygody. życiowej, firmowej, certyfikacyjnej czy też osobistej.

kończąc, chciałbym oprócz tego przesłania z przyjemnością poinformować, że mamy już w Polsce pierwszego CCDE - zdający z nami Maciej Rzehak z firmy Trecom z sukcesem zakończył wycieczkę do Londynu. kudos należy się bezwzględnie. projektowania czas start :)

Łukasz Bromirski

Read more posts by this author.

Warszawa, Polska http://lukasz.bromirski.net