plnog #14

przez ostatnie dwa dni miałem okazję uczestniczyć w PLNOGu. na poprzednią edycję niestety w ogóle nie dotrałem i żałuję tym bardziej, że wspólnie z Andrzejem Targoszem tą konferencję wymyśliliśmy a potem stworzyliśmy.

przez ostatnie parę lat wiele się zmieniło – to co zostało interesujące, to społeczność, która ogromnie się rozwinęła. nie wiem niestety czy w taką stronę, o jakiej myśleliśmy – ale sam fakt, że nadal jest wiele dyskusji ‘co dalej’ i ‘co jeszcze możemy zrobić’ daje nadzieję, że będziemy poruszać się w dobrym kierunku.

mam dwie obserwacje po tej edycji – ponieważ udało mi się nie tylko porozmawiać trochę z ludźmi, ale również posłuchać sesji.

po pierwsze – SDN. wszyscy mówią o SDNie. w zasadzie prawie wszyscy również nie mają zielonego pojęcia co chcieliby przekazać, ale SDN (i rasowo – jednorożce) był obecny prawie w każdej prezentacji (ja również nie mogłem odmówić sobie przyjemności :P). przez pryzmat tych czternastu edycji można zauważyć, jak bardzo zmieniliśmy się jako społeczność i jak ogromny wpływ ma na to SDN. co będzie dalej? zobaczymy. widać i dobre i niedobre efekty.

po drugie – zadawajcie pytania. bądźcie ciekawi. w trakcie sesji (jeśli prelegent jest na to przygotowany), po sesji, na korytarzach. pytajcie a będzie Wam dane – dobre pytanie potrafi zainspirować prowadzącego do dalszego poszukiwania. w trakcie swoich prezentacji zwykle sam znajduje jedno albo dwa miejsca, w których sam zadałbym sobie pytanie ‘czemu?’ albo ‘jak konkretnie jest to zrobione?’. przy przygotowaniach nie zawsze starczy czasu na przeczytanie i przemyślenie wszystkiego, więc współpracująca widownia to prawdziwy dar dla prowadzącego. dobre pytania potrafią pomóc słabemu prezenterowi, ale i jeszcze uatrakcyjnić dobrą sesję – przez żywą dyskusję. co ciekawe, nasi goście z zagranicy ciągle pytają, czemu nie zadajemy pytań w przeznaczonym na to czasie tylko potem – na boku. nie wstydźcie się. między innymi po to robimy PLNOG żeby dzielenie się wiedzą stało się domeną całej społeczności.

na piętnasty PLNOG szykujemy kolejne poprawki. nie można spoczywać na laurach. co swoją drogą oznacza, że muszę się w końcu recertyfikować :)

aha – prezentacja znajduje się tutaj.

do odnajdywania kotów w internecie…

…google użyło CPU, ale dzisiejsze eksperymenty z tzw. ‘głębokiego uczenia’ dzieją się w ogromnej większości na procesorach GPU montowanych w nowoczesnych kartach graficznych. 3 komputery mogą zastąpić 1000… co ciekawe jednak, te bardziej zaawansowane wyliczenia i ludzie, którzy kiedyś zajmowali się nimi dzisiaj pracują dla Baidu, czyli chińskiego konkurenta Google… skala? pieniądze?

a IBM nadal kocha mainframe‘y – za mało jest jednak informacji, czy ten z13 naprawdę jest sensowniejszy niż armia mniejszych pecetów – tak jak robią to dzisiaj wszyscy pozostali. czas pokaże.

co ostatnio przeczytałem – edycja styczeń 2015

ostatnio przeczytane i odnotowane jako wartościowe:

  • Think like a freak – wspaniałe anegdoty z życia wzięte i przykłady tego, że jak tylko nie wiesz że czegoś nie da się zrobić, prawdopodobnie uda Ci się to zrobić ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich. Tzw. “ustalone twardy” są ogromnym problemem w dzisiejszych czasach – po części dlatego, że w dużej mierze wiedza jest bardzo powierzchowna i jej po prostu brakuje, więc łatwo jest ustalać “niepodważalne prawdy”, a po drugie dlatego (jak sądzę), że tak wygodniej.
  • Freakonomics, Superfreakonomics – ta sama liga i podobne rozważania jak ‘Think like a freak’ – polecam przeczytanie obu.
  • First, break all the rules – ciekawa pozycja dla wszystkich osób zarządzających ludźmi – w dowolnej firmie. Ciekawe przykłady, zalecenia (4 ogólne i 12 pytań, na które warto odpowiedzieć…) i w końcu – wyniki badań. Wydawałoby się, że to wszystko są dosyć oczywiste rzeczy, a jednak świadome spojrzenie na to, co wyrabia się na codzień w firmach powoduje, że włos jeży się na głowie ;)
  • Dealers of lightning – fascynująca opowieść o Xerox PARC i słowo ‘fascynująca’ wcale nie jest przesadzone. W książce znajdziecie wielu późniejszych geniuszy, którzy wynieśli z Xerox PARC pomysły, sposób myślenia i podejście do innowacji takie, jakiego możemy sobie w Polsce tylko życzyć.
  • Tankiści – “prawdziwa” historia żołnierzy 1. Brygady Pancernej. Warto przeczytać, żeby rozumieć kontekst zarówno bardzo popularnego (legendarnego) serialu jak i wyrobić sobie swój punkt widzenia na różne decyzje podejmowane na szczeblu taktycznym i strategicznym.
  • Command & Control – książka prowadząca nas od wypadku w silosie rakiet atomowych w USA, który fabularnie toczy się przez całą książkę, przez zarządzanie informacjami na temat rozlokowania broni, dyskusjami między głowami państw o tym, co dalej a także ogólnych infomacji jak na przestrzeni lat uczono się na błędach w czasem dramatycznych okolicznościach. Warto przeczytać, dla szerszego spojrzenia na jeden z ważniejszych temat z którym ludzkość nadal sobie nie poradziła.

nieustannie zafascynowany pozostaje książką “Fight Club” z której cytaty takie jak ‘Loosing all hope was freedom’ warto sobie przeczytać parę razy a potem przemyśleć.

ietf i nowe pomysły

przeglądając notki z ostatniego spotkania IETF natrafiłem na ciekawy pomysł – możliwość podzielenia obszaru zerowego OSPF na obszary, bezprzerwowo, w ramach procesu migracji. ciekawa sprawa.

z drugiej strony, tak jak spodziewałem się od samego początku, ktoś zaproponował właśnie rozszerzenie FlowSpec na IGP – w tym przypadku OSPF. brawo…

z ciekawszych informacji, postępują prace nad próbą ustandaryzowania wirtualnych sieci nakładkowych – zarówno z punktu widzenia architektury jak i bezpieczeństwa. ciekawe, jak to długo jeszcze potrwa.

na szczęście, udało się też popchnąć trochę do przodu interfejs I2RS. wygląda na to, że mimo pewnej stagnacji związanej z ogromem zagadnienia, jednak prace posuwają się do przodu.

mimo, że część inżynierów sieciowych porównuje oglądanie i przeglądanie notatek ze spotkań IETF do obserwowania, jak rośnie trawa – jednak coś się rusza do przodu.

czy SDN oznacza koniec świata dla CCIE?

całkiem niedawno Piotr Jabłoński, jeden z najlepszych architektów i konsultantów w Cisco Systems poprowadził sesje na podobny temat w trakcie naszego polskiego klubu CCIE. zupełnie niezależnie, na CCIE.pl temat wraca regularnie, a Mirek poprosił o parę słów w kontekście whitebox networkingu.

czy SDN oznacza konieć świata dla CCIE?

[Read more…]

co ostatnio przeczytałem

postanowiłem jakoś publicznie rozliczać się z przeczytanych książek, notując co uznałem w nich za wartościowe. a zatem zacznijmy. w ciągu ostatnich dwóch tygodni udało mi się przeczytać:

how google tests software‘ – świetna książka dla wszystkich, którzy zajmują się w programowaniem, optymalizacją procesów albo wręcz rozwojem swojej firmy – pokazuje jak ważne jest szybkie otrzymywanie feedbacku od użytkowników i jak trudno zbudować od podstaw cały system kontroli poprawności. z drugiej strony to co Google dzisiaj buduje i przebudowuje rzuca na kolana – są w tym mistrzami.

the elements of networking style‘ – klasyczna książka (podobno), napisana bardzo trudnym językiem – specyficznym. warto przeczytać, żeby mieć za sobą, ale nic szczególnego mnie w tej pozycji niestety nie urzekło.

what if: serious scientific answers to absurd hypothetical questions‘ – świetna książka autora blogu xkcd.com. polecam!

dodatkowo, odnalazłem świetną stronę sprzedającą naklejki – stickermule.com. w tym miejscu wypada też polecić nasz rodzimy startup produkujący dowolne wzory na koszulkach – teetbee.com.

świątecznych porządków część 2

właśnie migruje swoje środowisko “widoczne publicznie” na FreeBSD 10.1-STABLE z ostatnich maszyn, na których była jeszcze 9’ka.

dotarło do mnie właśnie, że moja przygoda z FreeBSD zaczęła się w okolicach wersji 4.1 (jeszcze widziałem gdzieś płytki z 3.4) jakieś… 14 lat temu? było to zaraz po tym, jak upgrade glibc na Slackware spowodował totalną zapaść wszystkiego co się rusza, poza bootem samego jądra.

jakiż świat dzisiaj jest inny – docker króluje, tworzenie kolejnych wirtualnych instancji jest tanie (brakuje tylko nowych publicznych adresów IPv4) a samo FreeBSD domyślnie zawiera już dzisiaj VIMAGE… starzeje się :)

w dodatku cloud, którego używam najczęściej oparty jest właśnie o moje własne maszyny – dzięki Bittorent Sync, który działa doskonale na Macach, PeCetach i telefonach. wygląda zresztą na to, że w taką wirtualną chmurę przenosić się będą coraz częściej zagrożone portale – tak jak kiedyś WikiLeaks, dzisiaj robi to PirateBay.

a na moim biurku – esencjalizm. obok dwuprocesorowej maszyny z Windowsami, która stoi pod stołem, na biurku stanął sobie parę miesięcy temu za dwoma monitorami tzw. ‘cylinderek’ czyli Mac Pro 2013, zastępując oba Maci Mini.

128GB RAMu zdecydowanie daje radę – pod VMWare Fusion 7 w końcu jest miejsce na odpalenie wielu VMek jednocześnie, na Macach Mini konieczność mieszczenia się w 16GB była nieco uciążliwa. także dysk z natywnym kontrolerem PCIe wyraźnie pokazuje różnice – co prawda w moim macu mini z i7’ką używałem dwóch dysków M550 spiętych w RAID0 i osiągały wydajność również na poziomie 700-800MB/s, ale ten wykracza momentami ponad 1GB/s.

w ciągu ostatniego roku z czterech komputerów na biurku i 6 monitorów zrobiły się trzy monitory i dwa komputery. ciągłe zmienianie komputerów, patrzenie w inne ekrany – zmienianie kontekstów tak naprawdę spowalnia… a i tak większość pracy zrobiłem w tym roku, nie oszukując – na MacBooku Pro w tzw. “ruchu”.

pozostaje zatem mieć nadzieję, że to wszystko się do czegoś użytecznego przyda.

świątecznych porządków część 1

wygląda na to, że F-35 jednak nie może się wykaraskać z kłopotów. ciekawe, że mimo audytów GAO model budowania sprzętu wojskowego dla najpotężniejszej armii świata w ogóle się nie zmienił od czasu zakończenia drugiej wojny światowej – dalej produkuje to, na czym zarabiają najlepiej koncerny zbrojeniowe a nie to, co chce otrzymać ostateczny użytkownik.

przyszedł mi natychmiast do głowy jeden z ostatnich artykułów z magazynu Queue organizacji ACM – ‘responsive enterprise: embracing the hacker way‘. doskonała synteza dzisiejszego stanu rzeczy – nie tylko wiele korporacji dziś jest dinozaurami, ale jednocześnie wiele całych gałęzi przemysłu. na normalnym, nieregulowanym rynku Ci, którzy potrafią maksymalnie wykorzystać sprężenie zwrotne między sobą a rynkiem odnoszą sukces. Ci, dla których proces ten zabiera miesiące, kwartały albo i lata – odsuwani są w niebyt.

w ramach próby zatamowania fali książek, które właściwie uniemożliwiają mi już poruszanie się po własnym pokoju postanowiłem dać się przekonać (a właściwie dałem się sprowokować temu artykułowi) i zażyczyłem sobie od Mikołaja amazonowskiego Kindle’a w wersji ‘whitepaper’. ciekawa zabawka, faktycznie mniej męczy oczy niż iPad, sprawdzam go od dwóch dni i istotnie, zarówno bateria jak i wyświetlacz dają radę. gdyby jeszcze tak Amazon pozwolił mi otrzymać za darmo wersję Kindle’ową każdej książki której u nich do tej pory kupiłem…

swoją drogą jeszcze przed Swiętami okazało się, że nie będzie już jednak ‘Secret Service’ po magicznym wznowieniu na dwa numery, będzie za to (może) ‘Pixel’. ręce opadają… a poważnie zastanawiałem się nad tym całym crowdfundingiem tuż przed uruchomieniem zabawy.

no cóż. w słuchawkach leci najnowsza płyta Seether’a z serwisu rdio.com, dwa ekrany 27″ ekrany Apple Thunderbolt zamienione z sukcesem na dwa ekrany 4k iiyamy B2888UHSU-B1 (w trybie skalowanym prezentują się i działają pięknie, natywny tryb 4k to jednak nie na moje oczy). czas chyba wziąć się do roboty – tak żeby jeszcze przed Nowym Rokiem coś zrobić. bawiliście się może authy.com? w ramach porządków warto też zadbać o bezpieczeństwo.